Zobacz film prezentujący dokonania Kingi
"Himalaizm to typowo męski sport. Na świecie jest zaledwie kilka kobiet, które zajmują się tym profesjonalnie." - mówi Kinga Baranowska, obecnie jedna z najlepszych himalaistek na świecie. Mimo młodego wieku zdołała przebić się do zdominowanego przez mężczyzn świata gór wysokich i na razie nie zamierza go opuszczać. W górach zakochała się paradoksalnie, kiedy jeszcze mieszkała nad morzem. Kinga pochodzi bowiem z Kaszub, a dokładniej z Wejherowa. Mieszkanie na północy kraju nie przeszkodziło jej jednak w realizowaniu swojej pasji. Będąc członkiem Klubu Wysokogórskiego Trójmiasto ukończyła kurs skałkowy i tatrzański. Weszła w środowisko osób całkowicie zafascynowanych tym sportem, co tylko wzmogło jej wspinaczkowy apetyt. Po długiej działalności w Tatrach zaczęła odnosić pierwsze sukcesy zagranicą - od zdobycia Matterhornu od strony włoskiej, przez wspięcie się w 2002 roku na Mt Kenia (5199 m n.p.m.) po stanięcie na szczycie Khan Tengri (7010 m n.p.m.) w górach Tien Shan.

Kinga pod Rysami
Kinga mierzyła coraz wyżej, więc wyprawa w Himalaje zdawała się być czymś nieuchronnym. Pierwsze zetknięcie ze słynnym azjatyckim łańcuchem nastąpiło w 2003 roku podczas zakończonej sukcesem wyprawy na Cho Oyu (8201 m n.p.m.), pierwszy ośmiotysięcznik pomorzanki. Czasami bywa jednak tak, że niższe szczyty stanowią większe wyzwanie od tych, leżących powyżej ośmiu tysięcy. Tak było w przypadku Piku Pobiedy (7439 m n.p.m.) znajdującego się w paśmie Tien Shan, którego zdobycie uniemożliwiły ciężkie warunki pogodowe. W 2006 roku, w ramach projektu "Tryptyk Himalajski" Kinga wróciła do Karakorum po kolejny ośmiotysięcznik - Broad Peak (8047 m n.p.m.). Również tutaj atak szczytowy nie należał do najprzyjemniejszych. Po dramatycznej i wyczerpującej walce udało się jednak osiągnąć sukces i bezpiecznie wrócić do bazy. Zdany test z wytrzymałości i odporności sprawił, że himalaistka postanowiła pójść o krok dalej i obrać za kolejny cel górę jeszcze bardziej wymagającą. Padło na Nanga Parbat (8125 m n.p.m.), szczyt, który ostatni raz gościł polski zespół w 1996, co może być dowodem na to, iż jest on jednym z najtrudniejszych do zdobycia.

Na szczycie Nanga Parbat
W ramach treningu, Kinga odwiedziła Alaskę, by zmierzyć się z najwyższym szczytem Ameryki Północnej - Mount McKinley (6194 m n.p.m.). Spotkanie zakończyło się sukcesem dla Polki, która pełna optymizmu wyruszyła do pakistańskiego Kaszmiru. I tak, w lipcu 2007 roku, po przebyciu prawie 4-kilometrowej ściany Diamir, na wierzchołku dziewiątego co do wysokości ośmiotysięcznika stanęła czwarta Polka w historii. Do pełni szczęścia brakowało tylko powodzenia w jesiennej wyprawie na Dhaulagiri (8167 m n.p.m.). Załamanie pogody zmusiło jednak Kingę i wspinającego się z nią Słowaka, Dodo Kopolda do szybkiego powrotu do bazy już w trakcie finalnego ataku. Żal był o tyle większy, że zespół znajdował się zaledwie 100m od szczytu. Umiejętność podejmowania trudnych decyzji w skrajnych warunkach jest w takich okolicznościach często tą decydującą o życiu lub śmierci i stanowi o sile psychicznej wspinacza. Kinga nie chciała ryzykować. Mimo niepowodzenia, z górą zmierzyła się jeszcze raz, rok później i 1 maja 2008 roku zdobyła ją jako pierwsza Polka w historii. Tego samego roku do swoich osiągnięć dołożyła jeszcze Manaslu (8163 m n.p.m.).

Manaslu, Droga do Obozu II
Wyczyn ten był podstawą do nagrodzenia jej Kolosem 2008 w kategorii Alpinizm. Rok później kapituła konkursu przyznała jej wyróżnienie za kolejne pierwsze polskie kobiece wejście - tym razem na Kanczendzongę (8598 m n.p.m.) bez tlenu. Zadedykowała je Wandzie Rutkiewicz, legendarnej polskiej himalaistce, której przygoda z ośmiotysięcznikami zakończyła się właśnie w śniegach "Kangi". Polka była też jednym z organizatorów i uczestników wyprawy na Shisha Pangmę, którą zamierzała zdobywać trudniejszą drogą Inakiego. Jednak jej trud poszedł na marne w obliczu kradzieży namiotów i reszty sprzętu. Ten nieoczekiwany obrót spraw zmusił zespół do zakończenia wyprawy. Kinga zamierza jednak wrócić na Shishę wiosną i podjąć kolejną próbę, bo jak sama mówi - "Góry zawsze czekają na nas, nie uciekają". Los chciał, że jej droga skrzyżowała się z tą wytyczaną latami przez Piotra Pustelnika. Owocem współpracy była wyprawa na Annapurnę. O ile dla Kingi szczyt ten stanowił siódmy z kolei ośmiotysięcznik (a więc półmetek), o tyle dla Piotra Pustelnika stawką było ukończenie jego przygody z całą Koroną Himalajów. 28 kwietnia 2010 roku mimo huraganowego wiatru, spełniły się ich ich marzenia. W takich momentach chce się krzyczeć z radości, ale Kinga zachowuje spokój. Nie tylko z powodu wycieńczenia. Góry uczą pokory. Na pytanie czy himalaizm to na pewno sport Kinga często odpowiada: "Himalaizm to na pewno droga życiowa. A jeśli sport, to taki, w którym nie ma klaszczących kibiców emocjonujących się każdym dniem naszych wypraw. To nie zmaganie się z rywalem, ale z naturą, i to w samotności. Wygrywa ten, kto zrozumie, że nie jest wszechmocny".

Z Edurne Pasaban w bazie pod Annapurną
Annapurna (8091 m)
Kanczendzonga (8598 m) - pierwsza Polka na szczycie
Manaslu (8163 m)
Dhaulagiri (8167 m) - pierwsza Polka na szczycie
Nanga Parbat (8125 m) - ścianą Diamir
Mount McKinley (6194 m) - aklimatyzacyjnie; drogą normalną
Broad Peak (8047 m) - druga Polka na szczycie
Pik Pobiedy (7439 m) - organizator i uczestnik wyprawy
Cho Oyu (8201 m) - debiut w Himalajach w wieku 27 lat
Chan Tengri (7010 m) - od strony południowej
Mont Kenia (Batian 5199 m) - ścianą pd.-wsch.
Matterhorn (4478 m) - od strony włoskiej oraz wiele szczytów w Alpach, m.in. w masywie Monte Rosa i górach Afryki (m.in. Kilimandżaro, Jabel Toubkal).