Alpinus Expedition Team |
|
Niemożliwe nie istnieje
KrajeAustralia, KalendariumData wyprawy: publikacja: 2010-05-15
Po zrealizowaniu ekspedycji Trójbój- trzy wyprawy na Północ o rożnej formie eksploracji: Spływ rzeką Ponoj oraz opłyniecie dmuchanym kajakiem południowej części Półwyspu Kolskiego, przejściu gór Mackenzie w Kanadzie oraz przejściu 600 km rzeką Kołyma na Syberii w mrozie do minus 50 stopni postanowiłem zrobić inny Trójbój. Tym razem obrałem za cel gorące Południe. Gdzie wiatr i woda są największymi przeciwnikami. Po 12 latach intensywnej współpracy Philips Polska staje się moim głównym i strategicznym oraz tytularnym sponsorem całej ekspedycji.
15 maja wyjeżdżam do Australii w celu zrealizowania jednego z najbardziej śmiałych projektów mojego życia. Powiązanie eksploracji ze sztuka przetrwania na pustyni oraz wyczynu na morzu. Wszystko o własnych siłach. Rozpoczynam 18 maja w Darwin(pół Australia) skąd zmierzam przejechać rowerem górskim 3 tyś km do osady aborygeńskiej Newman. Stamtąd wynajęty helikopter przerzuci mój rower do Alice Springs. Druga strona Pustyni Gibsona. Jednocześnie pilot dostarczy wodę na szlak. Ja zamierzam wędrować 1000 km pieszo przez pustynie Gibsona około 50-60 dni ciapnąć za sobą specjalnie skonstruowany wózek wraz z całym dobytkiem. Wózek był również wsparciem w trakcie przeprawy przez Pustynie Gibsona dla znanego podróżnika Marka Kamińskiego. To stalowa ,spawana konstrukcja. Aby uzyskać jak najniższą wagę wykorzystałem rury cienkościenne. Zrezygnowałem z elementów aluminiowych ponieważ tylko nieznacznie zmniejszyłyby wagę a zdecydowanie osłabiły konstrukcje. Ma koła 26 cali takie jak w rowerze górskim ze wzmacnianymi obręczami przeznaczonymi do dużych obciążeń. Tak zawieszona konstrukcja pozwoli min na swobodne omijanie wystających z ziemi kamieni lub korzeni .Przede wszystkim dzięki tej rykszy mogę zabrać więcej żywność. Później znowu wsiadam na swój rower .Naciskam na pedał i po przejechaniu kolejnych 3 tyś km przez Australię mam zamiar dotrzeć do Sydney. Stamtąd rozpocznę najtrudniejszy etap swojej ekspedycji. Chcę o własnych siłach zmierzyć się z legendarną trasa regat Sydney- Hobart. - W tej nazwie jest coś co nie daje żeglarzowi żyć spokojnie. Sama nazwa jest kusząca mówi inż. Bartosz Puchowski z firmy Cree Yacht design Studio, który projektuje i nadzoruje budowę "kosmicznego" kajaka, który ma zamiar przemierzyć słynną Cieśninę Bassa w Australii. - Cieśnina Bassa jest dla żeglarzy jak K2 dla himalaistów. Jest to najgroźniejszy rejon przez który przebiegają regaty. Miejscowi nazywają ją ,,czarna dziurą”. Może wchłonąć wszystko. Przez cieśninę przebiega prąd z zachodu na wschód. Zderza się on z podążającym wzdłuż wybrzeża drugim prądem , który pędzi rezultacie Sydney. W rezultacie te wody są bardzo nie spokojne. Cieśnina ma 50 metrów głębokości i płytki ocean czyni zmienne wody jeszcze bardziej wzburzone. To totalny extreme! Relacje:
Jestem wciąż w Sydney i napięcie rośnie. Dotarła moja łódka przetransportowana z Gdyni do Sydney przez firmę Nautiqus. Niestety odebranie jej nie jest łatwe. Nie mogę sprawdzić jaki jest jej stan, czy w trakcie transportu nic się nie uszkodziło. Arek Pawełek, kiedy transportował swoją łódź do Chile, opowiadał mi, że uszkodziła mu się jedna z komór pontonu, którym później opływał Przylądek Horn. Mam nadzieję, że taka historia mnie nie spotka. więcej >>
Po blisko 3 miesiącach znów jestem w Sydney. Po pokonaniu 4300km (samym tylko rowerem) przemierzeniu kontynentu, oraz po przemierzeniu Wilsons Promontory w celu obserwacji fali przybojowej znalazłem się w Sydney. Jestem u moich przyjaciół Danuty Miszczuk, która 20 lat temu wyjechała z mojego rodzinnego miasta Kętrzyn. Teraz rozmawiamy o naszych stronach, wspominam Mazury, które tak samo kocham jak Gdynię. więcej >>
Od dwóch dni jestem w Melbourne. Dziś odwiedziłem Wilsons Promontory, półwysep w stanie Wiktoria, który jest najdalej na południe wysuniętą częścią kontynentu australijskiego. Odkryto go i nazwano prawdopodobnie przez kupca Tomasza Wilsona zanim jeszcze założono stolicę Wiktorii, Melbourne. więcej >>
Po pokonaniu ponad 4 tys.km dotarłem nad ocean i do Adelaide. Zakończyłem etap przeprawy przez Australię z Północy. Przez Zachodnią Australię - Kimberley do Newman, później przeprawa pieszo-samochodowa pustynią Gibsona, bo rozwożąc wodę przemierzyłem ją z Bogusławem Stańczykiem, później 170 km pieszo z wózkiem. Ostatni etap - droga do Adelaide był "z górki". więcej >>
Dziś pokonałem rekordowe 150km! Było ciężko, bo długa trasa pod górkę, ale się udało. Jutro planuję dojechać do Port Augusta, nad Zatoką Spencera. Miasto to jest piątym najbardziej zaludnionym miastem Australii Południowej. więcej >>
Kolejnym moim przystankiem jest Coober Pedy - miejscowość znana z wydobycia najcenniejszych, a tym samym najdroższych opali. Dziennie pokonuję ok 130-140 km (przeważnie pod wiatr) i wiem, że więcej raczej nie dam rady. Liczę, że do Adelaide dotrę 2 sierpnia. Czeka na mnie tamtejsza Polonia. Ludzie spotkani kiedyś przypadkowo w marinie w Gdyni (choć podobno nie ma przypadków) zaoferowali mi nocleg. Zatrzymam się u nich 2-3 dni. więcej >>
Dotarłem dziś do Erldundy, położonej przy przecięciu dróg płn-płd Stuart Highway i Lasseter Highway. Będę stąd zmierzał w kierunku Adelaide, choć to jeszcze spora odległość, bo ponad 1000km. Czerwony piasek i pustynne równiny otaczające Erldunda, jak większość środkowej Australii, tworzą dość monotematyczny pejzaż i cywilizacja jest coraz bardziej namacalna. więcej >>
600km pokonanych bezdroży przez centralną Australię ziemi Aborygenów. Było ciężko, bo codziennie piach w ustach, słońce wypala mózg. Mimo to dziennie udawało mi się pokonać 100km. Myślę, że przydało się ukończenie maratonu na Śląsku. To mnie wzmocniło, poza tym przeprawa z Darwin do Newman też zrobiła swoje. To nogi decydowały o sile napędu mojego rumaka. Rower spisywał się bardzo dobrze, nawet nie złapałem ani jednej ,,gumy". To już sukces sam w sobie. więcej >> |